Paranoidalna schizofrenia

Tak się zastanawiam, co tak naprawdę jest realne. Czy prawda naprawdę jest prawdą, a może jest jedynie mylnie postrzegana? Każdy z nas nieco inaczej odbiera świat i doszukuje się w nim pewnej sensytywnej otoczki. Całość ewoluuje w percepcje. Ścieżek, którymi możemy podążyć jest dokładnie pierdyliard. …ale czy te mają jakieś wspólne cechy? Czy istnieje droga na ogół poprawna w odczuwaniu świata..?
Każdy z nas się zmienia. Nazywamy to dostosowywaniem się do zmieniających się realiów świata.

 

Otwieramy oczy i krążymy po omacku po otchłani zwanej życiem. Jesteśmy strasznie ciekaw tego co tu się dzieje, bo jesteśmy jego częścią. No właśnie – a jaka jest ta nasza cząstka. Ta ukryta głęboko w nas.. Ten mityczny twór zwany duszą [kierując się taką etymologią, tańczącym z religiami stworkiem jest charakter]. Podejmowane przez nas decyzje – to właśnie jesteśmy my. Umysł i ciało są jedynie narzędziami niezbędnymi do wykonania pewnych akcji. O czym to ja mówiłem, bo lekko odbiegliśmy. Świat.

 

Cała paleta barw i niezliczona ilość sytuacji różnych codziennych konwenansów pośród bliskich. Jeszcze punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Rodzi to mnóstwo możliwości przeżycia każdej chwili. Zawsze zastanawiało mnie czy np. każdy widzi tak samo dany kolor. Rozróżniać je umiemy, okej. Ale to jak coś postrzegamy jest iście indywidualną sprawą. Może kolor czerwony Ty widzisz jako zielony, chociaż impulsy docierające do naszych mózgów są identyczne. Subiektywizm ma to do tego, że trzeba komuś uwierzyć na słowo, że on tak ma. Jeszcze te słowa, których każdy używa nieco inaczej. Jasne, że rządzą się pewnymi regułami,  no ale jednak…
Wolność wyboru niesie ze sobą wiele konsekwencji. Zajebistym spojrzeniem na tę sprawę jest teoria Efektu Motyla i sam film. Mnogość przedstawionego świata w różnych pozycjach może przyprawić o zawrót głowy. Nawijka o świecie i kilku zawartych weń mechanizmach, a tak naprawdę chciałem pogadać o charakterze. Ale chyba już mi się odechciało, jak tylko o tym teraz pomyślę.

Moim zdaniem nieśmiałość to nieodłączny element pokory i szacunku. Szacunek zasad. Pewnych reguł, które każą nam przestrzegać. Jako dziecko stajemy przed wyborem – Z pokorą wysłuchać skarg mamy na nasze zachowanie, czy też wykrzyknąć, że nam zimno i dlatego płaczemy, że nie chcemy tam iść. Chodzi o samą ideę ukazania emocji. Pierwsza opcja to tłumienie czegoś w sobie i związana z tym nieśmiałość. Całość akcji rozgrywa się w Twojej głowie. Rozkminiasz pewne ścieżki rozwoju sytuacji zastanawiając się jaką podjąć akcje…i nie podejmujesz żadnej, bo gdy dociera do Ciebie świadomość bieżącej chwili, jest już następna sytuacja lub też tamta znikła z pola widzenia. Zaczynamy chować się pod wstęgą nieśmiałości – jakże jest ona cierpka w swym smaku… – i czujemy odrealnienie od rzeczywistości. Naszym domem staje się cybernetyczny świat tworzony z impulsów naszego umysłu, TYLKO NASZEGO UMYSŁU. Nie ma mowy o wiadomościach z zewnątrz, bo takowych nie przepuszcza nasza siatka nieśmiałości. Tak założony pancerzyk chroni nas również przed gniewem innych, rozpaczą, etc. Jest to nasza metoda samoobrony. Okey…

Niestety konsekwencje tego są wielkie. Istota rządzona przez ten okrutny artefakt ma zaiście zmienioną percepcje. Niektórych, oczywistych rzeczy dla ogółu kompletnie nie zauważa, podczas gdy inne traktuje ze wzmożona aktywnością. Moim zdaniem tak się rodzi schizofrenia. To jest straszne co taki schizofrenik odczuwa… Osoba zniewolona przez tę jakże przeklętą pokorę, nagle, w nadzwyczajnym zbiegu okoliczności mówi co czuje nie bacząc na blokadę utkaną przez samą siebie. Nie przestrzega reguł, które sobie postawiła na niemalże początku swego żywota. Okey. Pytacie i co z tego? Przestrzeganie zasad nieśmiałości wiąże się z wypracowaniem pewnym wzorców zachowań, stymuluje to rozwój mózgu w pewien określony sposób. To jest jak zakładanie maski, by nastawić się na pewne zachowanie się – założona maska nie jest już nigdy ściągnięta, a przynajmniej taki jest ohydny cel naszego wroga. Nagle sprzeciwiliśmy się całemu wypracowanemu systemowi. Złamaliśmy wszelkie reguły, a wiadomo, że jak coś poszło pierwszy raz to kolejne razy zawsze są łatwiejsze. Nasz mózg zmuszany jest do brutalnego przepływu impulsów w bardzo niecodzienny sposób, a to się wiąże z agresją. O tak. Dużo niepohamowanego wkurwienia skupionego na cały świat. Po jakimś czasie cały świat intensyfikuje się w jednym miejscu, na nas. [To tak samo, jak leworęcznej osobie wiąże się jej główną dłoń i każe się pisać drugą, prawą..mówiąc przy tym, że jest upośledzona żyjąc w dotychczasowy sposób] Początki buntu są bardzo, bardzo złe – myślę że to słowo wystarczy, by nie pogłębiać już tego – tak kształtuje się w nas osobny charakter, tym razem poza barierą nieco kosztownego „systemu”. I teraz zaczyna się jazda bez trzymanki. Mamy dwie osobowości. Zaczyna się psychoza. Poza bardzo nietypowym rozwojem mózgu i na dodatek jeszcze większym mieszaniem w nim w obecnej chwili, tak naprawdę nic nam nie dolega. Ale, ale ale. Pozostaje jeszcze kwestia wyboru – tak przynajmniej by uczynił człek roztropny. Każda z połówek walczy o swoje. To nie jest tak, że nagle się przełamiemy i będziemy sobie żyć jako inny ja. Nie nie. Tamten ja nie da Ci o sobie zapomnieć.

Tak swoją drogą zaliczyliśmy temat do Snowa. 😉 O tym właśnie będzie teledysk [niedobry ja spoileruję]. Dzisiaj praktycznie skończyłem pracować nad muzyczną oprawą tego znakomitego wałka. Jeszcze pozostaje nakreślić szczegółowe rysy scenariusza. Taka tęga rozkminka. [i ta szminka na drinku..]. Czołem 😀

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *