Enigmatyczna destrukcja

Ileż to czasu, ileż to dni trzeba by wzbić się na wyżyny euforii tudzież utonąć w słonej melodii melancholii? Jestem tak strasznie targany sprzecznościami. Te dwie osoby w środku kłócą się ze sobą. Każda chce dominować. Każdej odebrano siłę by pisać. Rzekłbym raczej, iż swawolne iskierki mega nieśmiałego ega dogasają na zgliszczach charakteru. Strasznie mi źle z tego powodu, ale muszę to przyznać. Tak. Ludzie mają i na mnie wpływ… Nie chcę innym dopiekać, bo nigdy taki nie zwykłem być. Secundo, nie chce zabić w ten sposób swej dziecięcej wrażliwości. Niestety cena tejże cechy jest wysoka. I nader często wymaga poświęceń.

Raczej nie będę rzucał kurvami. Jesień jak co roku nakreśla czas wskazujący raczej na wyciszenie, przygotowanie do letargu zimowego, aniżeli wykrzykiwanie w niebiosa jakże podłych łacińskich słów. Gwoli ścisłości kilka kwestii musimy sobie wytłumaczyć – Ja i Ty drogi czytelniku. Niezmiernie cieszy mnie fakt, że ktoś interesuje się mą twórczością, tym co robię, tym co zamierzam. Że mogę być w pełni wysłuchany chociażby w tym miejscu. Bardzo ważne – zaznaczam – iście esencjalna jest jeszcze jedna kwestia. Daty wpisów i ich częstotliwość. Jestem dumny z tego, że każde słowo na tej stronie wykrzesane zostało ze mnie w pełni odpowiedniego momentu, w pełni szczerze, i w pełni oddającej me myśli. Całego mnie. Nie znajdziesz tu ni krztyny fałszywości z mojej strony. To jest coś czego trzymać się zamierzam. Co za tym idzie – systematyczność. Wybacz. Nie powiem z góry, będę pisał minimum dwa posty na tydzień. Nie. Będę pisał zawsze, gdy zawrzą we mnie uczucia, a na języku czuć będę długą wiązankę słów przesyconych tą szczerością..


Przecież nie chcecie czytać co drugi post – Siemaneczko, właśnie wstałem, dziś zamierzam to, to i to. – kuriozalnie standardowe i takie-nie-moje. Miast tego otrzymujecie mnie. Niesystematycznie, ale w pełni mnie. Wiem, wiem, oczywistości oczywiste – ale ja o nich lubię wspominać. Taki jestem i chcę być w pełni zrozumiany.

Jeszcze druga strona medalu. Kraków. No właśnie, tutaj moment na kilka dłuższych wdechów. Co powiedzieć, a co nie. Co powinniśmy… Sprawa wygląda tak, że tkwię po uszy w towarzystwie, w którym ni chuja się nie odnajduję. Które praktycznie w całości jest…… nic nie rozumiejącym śmieciem konformistycznego świata nieempatycznych świń. Żyjących w świecie z nikłą dozą etycznych prawideł. No przecież chłopacy nie płaczą, no nie.. Nie są też wrażliwi. A pozostali to przecież piosenkarze.. Tak szczerze mówiąc, zastanawiałem się czy nie napisać wierszem całego tego posta. Bezpośrednie zwroty ponownie wygrały… no ale niebawemmm. : D Chciałbym jeszcze dodać – Kraków śmierdzi. Jest tak samo obrzydliwy i pusty jak większość ludzi weń zamieszkujących. Od dłuższego czasu mierzi mnie niemiłosiernie fakt, iż jestem skazany na to miejsce ze względów na edukacyjną ambicje. Jakoś nawet nie byłem w stanie nic napisać do was, a uwierzcie, że chciałem. Odbierało mi chęci do śpiewu. Powiem więcej, prawie nie grałem na gitarze…kompletna destrukcje mnie. ; / Dlatego też wyprowadzam się z powrotem do domu.

Jeszcze jedno info. Muzyka, którą tworzę. Californication jest z mojej strony kompletnie stworzone od około półtora miesiąca. Dlaczego nie zostało wrzucone na YT? Bo wciąż nie mam miksu nagrania. Mój bliski przyjaciel obrabiający mi nagrania pracuje w bardzo podobny mi sposób. Dodatkowo naglą go terminy. Wybaczcie. Wiem, wszyscy nie chcemy byle czego, a sztuka wymaga czasu.

Jeszcze coś o tym jak się czuję. Wszystkie moje działania i ich efektywność jest kompletnie zależna od uczuć.. Ostatnimi czasy dominuje chyba ta bezradność. Chcę wam powiedzieć o przezajebistym teście – Enneagram. Z ciekawości wykonuje go średnio raz na rok. Za każdym razem otrzymuję jeden i ten sam wynik – 4w5, Włóczęga. [Za każdym razem prócz jednego, ale o tym w poście wkrótce (Chyba jednak nie miałem ochoty później już o tym wspominać – uzupełnienie, rok 2019)] To był pierwszy moment w życiu, gdy usłyszałem słowa idealnie opisujące moje wnętrze, Ktoś bliski mi.. czułem się jak w domu – W końcu. Człowiek powinien dążyć do pełnego zrozumienia swej indywidualności. Nie rozumiem ludzi mówiących chłopskim językiem, że nie ma nic dalej poza kilkoma zajęciami wykonywanymi w wolnym czasie. Jakże jest to mylne z choćby sławną sekwencją Sokratesa – Wiem, że nic nie wiem. W końcu tyle jeszcze do odkrycia. Początek przygody. Chyba nigdy ich nie zrozumiem – na szczęście, oby.

Czuję się nieco tak, jakbym nie miał miejsca na tym świecie. Swego własnego kąciku. Jakbym błąkał się pomiędzy „domem”, a Krk. Smagany językami nieempatycznych świń próbuję uczynić cokolwiek, by poczuć się lepiej. Zabić to uczucie zagubienia. Tym właśnie jest dla mnie motyw wędrówki, podróży. Fotografia biegnących torów czy drogi. Tak. Zagubienie, podróż, melancholijne myśli, poszukiwania spokoju, cisza. Utożsamiam się z tymi miejscami. (I dlatego w tle są tory! – uzupełnienie, rok 2019) Wierzę, że są częścią mnie samego. Wiem, że czuję się lepiej mogąc na nie patrzeć. A Urbexy(Chyba jednak poznałem to słowo, ciut wcześniej niż sądziłem – uzupełnienie, rok 2019)
Staroć – wspomnienia.
Nieużywalność – wymarłe chwile naszego życia, które już się nie powtórzą.
Pustka – pustka, cisza, zagubienie.
Przestrzeń – podróż.
Zdarty tynk, farby, brud i szkło na ziemi – uczucia. Chcesz przeżyć to ponownie. Zaczerpnąć kolejny fałszywy oddech szczęścia minionej chwili.. narkotyczne szczęście..

Dacie wiarę, że ten kraków odebrał mi nawet ochotę na robienie zdjęć! Już dawno nie robiłem żadnych. Nie czułem tego. Niech i ten post to odzwierciedla. Pustka. Same litery, Przygotowanie do zimy. Przygotować się na ewakuacje duszy za trzy, dwa, jeden..

; )

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *