Ma przynależność, Et Mea Libro!

Ma dusza należy do muzyki!

Przemawia przeze mnie perfekcjonizm i ciągłe poszukiwania doskonałego dźwięku. Ciągłe praktykowanie przeróżnych zapomnianych muzycznych schematów. Podróż w głąb siebie. Próba uzewnętrznienia się, przynajmniej muzycznie. Jeszcze nigdy nie czułem tak ogromnej potrzeby obcowania ze sztuką. Kończąc kilkugodzinne granie i śpiewanie [tylko przez późną godzinę, sic!] myślę wyłącznie o tym jak kolejnego dnia będę mógł zasiąść i kontynuować swą intymną podróż w poszukiwaniu piękna płynącego ze sztuki. Próbuję bezgranicznie otworzyć się na muskający mnie erotyzm muzyki!
Ahh!

Samotna wędrówka w głąb siebie. Znów jestem linią rozpiętą nad dwoma ważnymi indywiduami: swą, bądź co bądź, wymagającą wrażliwą naturą, a resztą społeczeństwa z którym też strasznie chciałbym obcować. Dzielić się tym co tworzę. Tym co robię. Kreacja rzeczy i tchnienie w nie uczuć jest istotą mego istnienia. Będę to czynił po kres swych dni.

Mój problem polega na tym iż zanim wyjdę do ludzi z daną kompozycją, czy jakimś tworem mniejszej wagi, musi toto przejść długą i burzliwą drogę akceptacji. Wciąż widzę błędy. Wciąż zrobiłbym coś inaczej. Z jednej strony moje fingerstajlowe popisy na YT są naprawdę niezłe, z drugiej to nudne męczenie różnych melodyjek… i dosyć ciężkie w odbiorze. Przede wszystkim pozbawione śpiewu. Trudne kompozycje. Koniec pitu pitu…

Na najbliższy rok czy cuśś takiego nie planujęmm żadnych około fingerstajlowych przygrywajek. Dużo planów uległo zmianie. I już jakoś niezbyt chętnie chcę o czymkolwiek takim mówić. Chcę „zgrywać” nieco niedostępnego, tajemniczego. Kolesia z własnym planem. Wole postawić was przed faktem dokonanym. Tym bardziej że ogół ludzi jest bardzo sceptyczny, krótkowzroczny, pozbawiony wyobraźni..szkoda gadać, po prostu są chujowi. Toteż nie widzę większego sensu w konfrontacji. Skrótem: Plany najn! (Uściślę, „otwarte” plany najn! Czyli takie o których mówię na głos – uzupełnienie, rok 2019)

Już od dłuższego czasu przymierzałem się do skrobnięcia czegoś. Nie, o nikim nie zapomniałem. Za każdym razem gdy próbowałem, czułem iż robię to z poczucia „obowiązku” i chęci zwrócenia uwagi, toteż lądowało to w śmietniku. Potrzebowałem chwili ciszy. (Jeśli mam być szczery chyba potrzebuje calutkiego powiedzmy roku ciszy..) Dokładnie rok temu na początku marca rozpocząłem czas wielkich zmian. Próbuję stać się tym kim jestem tam w środku. Nie tym kim każe mi być świat, poprzez wywieranie na mnie wpływu przez społeczeństwo.

Jakiś czas temu odkopałem twór spłodzony przez „mięę” w gimnazjum, a że jakoś nie wierze w przypadki zmuszonym był by to utrwalić, chociażby elektronicznie. Nie wiem jak przeżył taki szmat czasu. No cóż, mogę to samo powiedzieć o sobie. : P

A jedni powiadają iż podążać należy drogą, którą przemierzają wszyscy. Iż chlubą jest kroczyć wraz z tłumem ku rosnącej machinie egzekucyjnej. Wykrzykujmy slogany których nie rozumiemy bowiem będzie zajebiście…eee, znaczy się zajefajnie. Któż by używał takiego słownictwa, boshhh. Ale znajdują się i tacy, o których mówić się nie powinno. Tacy, o których wspominać nie można. Oni są inni!! Nawet nie próbujcie niczego dowiedzieć się na ich temat. Kroczmy razem bracia, a nasz przeukochany system będzie mógł się rozwijać nie zatracając przy tym harmonii w jakiej przyszło nam żyć. – nawoływała jakaś czarnobiała postać z ekranu. Głos z odbiornika telewizyjnego nie imał się człowieczeństwa z jakim jest związane chociażby zmęczenie. Wszystkie wypowiadane przezeń sylaby były monotonne, pozbawione jakichkolwiek oznak charakteru człowieka.

Po chwilach kilkunastu głos ten ucichł, pojawiło się kilka napisów głoszących prawdy takie jak: Zjednoczenie, Postęp.. whatever, postać przełączyła kanał.

Próbuję wsłuchać się w wewnętrzny głos. Przez cały swój żywot próbuję odszukać swe przeznaczenie. Do czegóż to zostałem stworzony i jakie uczucia nawarstwiają się w mojej główce przez te wszystkie lata. Większość z nich była strasznie brudna. Dosłownie ociekała krwią, narkotykami, krzywoustwem. Zagubieniem. Ja jednak wierzę w to iż wszystko ma swój sens. Nasze, jak narazie, nieskończone pasmo czynów mówi o nas miliony rzeczy. Starajmy się wsłuchać bowiem ten mistyczny szept..

Kontynuuje swą podróż.
Et Mea Libro, towarzyszu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *