Ambicja, plany … i czas?

To jest problem z jakim borykam się od długiego czasu, żeby nie powiedzieć że od zawsze. Chcieć to móc, ale czy warto zawsze chcieć jak najwięcej?

Jak najwięcej na pewno nie, bo wszystko w zbyt dużych dawkach jest szkodliwa (oczywista oczywistość – jak to mawia pewien niedźwiedź).Swoją drogą, muszę tutaj zawrzeć swój aspekt indywidualny – chyba istnieje takie wyrażenie, a jeśli nie to niech będę jego autorem ; p, kolejny raz tonąc we wspomnieniach zauważyłem, że większość tego co piszę jest rzeczami pesymistycznymi. Same smutasy… Przynajmniej teraz mi się tak wydaję. Nie żebym lubował się w smutku, rozpaczy i spółce. Co prawda momentami nastrój melancholii ma swą słodycz i sprzyja produktywnym rozmyślaniom. Tak, dla mnie taki nastrój jest pożądany w śladowych ilościach. Dla mnie jest to chwila spokoju, a bardzo takowych pożądam z racji tego, że wiecznie żyje na wysokich obrotach. Co jeszcze śmieszniejsze, z punktu widzenia drugiego człowieka może być tak – no przecież ty przez większość czasu nic nie robisz, bo nie jest to namacalne. Druga grupa osób mówi – ale ty masz pomysłów, skąd je bierzesz.

Wiecie, mam taki problem, że wiecznie czegoś chcę. Moje marzenia są zaiste wybujałe i momentami zahaczają o solidne fantasy – ale jestem tego zdania, że marzenia nie powinny pod żadnym względem być ograniczone. Dajmy na to prosty fakt – chciałbym dostarczać, wam drodzy Czytelnicy, posty najwyższego sortu obfitujące w treściwe informacje i jednoczesnej zawierające solidny ładunek emocjonalny, przy jednoczesnym zachowywaniu pełni swej naturalności w ich tworzeniu. Tjaaa, ja to mam wymagania, no nie. Efekt jest tego taki, że kiedyś (dawno dawno temu, gdy androidy śniły o elektrycznych owocach), posty były raz na ruski rok. Teraz przy reaktywacji całości, naprawdę mocno się staram, by jednak coś tu się działo, by regularnie coś się pojawiało. Jest lepiej ale nadal źle. Sam, jak większość ludzi śledzę różne kanały na YT i właśnie najlepszym motywem jest, gdy codziennie masz nowe materiały, gdy wchodzi to w twoje „daily basis”, stanowi codzienny rytuał, który naprawdę kochasz, a później wspominając mówisz sobie: „To były fajne czasy. Zawsze o 20 oglądałem nowy odcinek.” Po wszystkim czujesz się wręcz jak po jakiejś terapii – jesteś naszpikowany emocjami, przemyśleniami. W każdym razie czujesz się lepiej – a przynajmniej taki jest zamierzony efekt. Nooo, mniejsza.

Wiecie, jestem głupi. Jestem idiotą, bo wręcz porywam się z motyką na słońcu. Ukończyłem matematykę stosowaną na AGh i świadom jestem faktu, iż mamy do dyspozycji ograniczoną ilość czasu, a jednak wciąż próbuję upchnąć multum moich zainteresowań w ciągu dnia. Główny problem polega na tym, że interesuję mnie zbyt dużo rzeczy i w każdej dziedzinie ciągle tworzone są nowe rzeczy – tak szybko że nie da się wszystkiego poznać. Jeszcze jakbyś chciał myślami wrócić do starych dobrych czasów i obejrzeć sobie przykładowo kolejny raz Władcę Pierścieni, to zapomnij. To rarytas dla eee… nielicznych? Nawet nie mam tu żadnego pasującego słowa. Paradoks polega na tym, że nawet żyjąc wiecznie i tak Ci braknie czasu! Wiadomy przykład, bardzo przyziemny, bardzo fajny – interesujesz się grami komputerowymi. Okey. Czytasz sobie ukochane CD-Action (tak, tak, tak ;D), śledzisz nadchodzące produkcje i próbujesz na bieżąco przechodzić te interesujące cie. Robiąc „tylko” tyle da się nadążyć. No ale stary, jeśli jesteś koneserem, wręcz smakoszem i chciałbyś przynajmniej rzucić okiem (nawet obejrzeć z grubsza z pół godzinki gameplay’u czy przeczytać recenzje) na każdy tytuł to masz przejebane. Nie da się! Tego jest od choooja i jeszcze trochę.

 

Witaj w moim świecie. Taaaak. To jest właśnei mój przerost ambicji. Chciałoby się dużo. Nawet się interesuję kinematografią – swoją drogą bardzo chciałbym nakręcić w końcu swój pełnometrażowy film – ale proste statystyki na filmwebie mi powiedziały, że jeśli chciałbym obejrzeć wszystkie filmy, które powstały do danego roku i tak brakłoby mi życia. Problem jest o  tyle poważniejszy, że jest tworzone ich coraz więcej. Jeśli masz kilka dziedzin zainteresowań to zapomnij – musisz wybierać z jakim tytułem będziesz się zaznajamiać.

Wiecie co, też tak sobie myślę, że od zawsze kocham fantasy, bo w tych światach nie czuję się zagubiony. Wiem co można, jak można… a w tych naszych czasach jest tak nijak. Niby jest wszystko, a tak naprawdę nic nie ma. Mam taki problem, że w zasadzie mógłbym być kimkolwiek, ale nie wiem kim dokładnie chcę być i jak przeżyć życie. To niezdecydowanie jest jeszcze gorsze od jednej możliwej drogi, bo zamiast iść do przodu, ty jakby wiecznie stoisz na takim rozstaju dróg i zastanawiasz się gdzie dokładnie chciałbyś pójśc, podczas gdy inni idą sobie do przodu upatrzoną wcześniej trasą. Mam ten problem od zawsze, że za dużo się zastanawiam. Tak, wiem – świat potrzebuje myślicieli – ale też nie popadajmy w przesadyzm – nie zamierzam oddać przysługę światu ofiarując swe życia z toną odpowiednich przemyśleń, rozważań. Muszą również istnieć chwile obfitujące w dozę szaleństwa i braku odpowiedzialności – oj tak, tak – to chłopcy lubią najbardziej. ^^ – I w oczach mam tu jakiś bieg po dachach wieżowców, wręcz jakąś ucieczkę przed znajomymi, bo akurat taka zabawę wymyśliliśmy.

Mówi się też, że z niektórych rzeczy się wyrasta – taaaaak, ale tylko z niektórych. (i tylko czasami xD ). Ja jakoś zawsze będę oglądać bajki (filmy animowane i anime – ale jakoś tamten termin bardziej jest nacechowany dziecięcą aurą, a więc też bardziej przeze mnie pożądany), grać w magicki, grać na kompie itd. Jakoś nie wyobrażam sobie życia bez tego.

Miałem jeszcze coś pisać o ambicjach. Planów nawet nie poruszyłem. Ej, ale nie chcę mi się już. Nie czuję teraz weny. Pewnie jutro coś napiszę. Dopiszę do tego tematu nowym postem.

Hejoooo, do jutra.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *