Zbyt ambitna ścieżka

Długo się zastanawiałem w jakie słowa miałbym ubrać zarówno ten wstęp, jak i cały wpis. Postanowiłem zostać przy „standardowej” formie, tym razem pozbawionej większych metafor.

Po raz kolejny w moim życiu pojawia się moment istnego zwątpienia we wszystko co robię. Jaki to ma większy sens? Napisałem dwie księgi sagi Złamanych Krain. Stworzyłem książkę z bajkami dla dzieci. Fotografowałem setki miejsc, głównie urbeksów, przyprawiające wrażenie pustki, samotności, pewnej dozy melancholii. Nakręciłem cztery teledyski muzyczne. Postanowiłem zamieścić tutaj pewne teorie, ukazujące pewne postrzeganie świata… Ale powiedzcie mi – po co?

Jaki w tym wszystkim cel? Wszystko co robię, cała ta moja „twórczość”, spotyka się z zerowym zainteresowaniem. Ciągle próbuję przeć do przodu, być niezłomny w tym co robię i ofiarować ludzkości pewne emocje zawarte w tych dziełach. Była przedpremierowa sprzedaż książki „Braci Krwi” z dedykacjami. Nikt nie dał jej szansy. Nikt nie chciał poznać tego ile emocjonalnych przesłanek i życiowych doświadczeń w niej zamieściłem. Czuję się jakbym stracił cząstkę swej duszy. Jakby ta zwyczajnie uleciała w Wielką Pustkę i zdezintegrowała się. Nie dajecie mi szansy poznać się. Też pytanie, zwracam się tak zawsze do Was, ale czy ktokolwiek to czyta? Mam wrażenie, że mógłbym wszystko usunąć – tak samo jak kiedyś bloga, a wszyscy przeszliby wobec tego obojętnie.

Czasami ludzie mi mówią – przecież dobrze, że to wszystko robisz i jesteś taki ambitny. Przecież zdecydowana większość siedzi na dupach, bez większego zastanowienia przeżywa swoje puste życie, a jedyną kwestią „godną” ich szlachetnych rozmyślań jest to jak bardzo się najebać, gdy wychodzi się ze „znajomymi”. Prawda jest taka, że każdy ma tak naprawdę trzech czy czterech przyjaciół/dobrych kumpli. Cała reszta ludzi to cykliczni znajomi, których widzi się kilka razy do roku, nie wspominając już o no-name’ach na fejsie, których macie, i zapewne widzieliście ich góra raz czy dwa razy w życiu. Sami odpowiedzcie sobie na pytanie – ile z tych osób pisze/dzwoni do was regularnie? Utrzymujecie znajomość? A jeśli tak, to jak ona wygląda? Prowadzicie emocjonujące rozmowy? Czujecie pewną bliskość w obcowaniu z nimi? Czujecie, że przepływają między wami prawdziwe emocje? Jak wiele z tych znajomości są zwyczajnie puste, a wyobrażenia na temat danej osoby zamykają się jedynie w kilku starych wspomnieniach? Liczy się teraźniejszość; to, kto przy Tobie jest gdy jesteś w potrzebie; to, kto z Tobą jest na co dzień.

Czasami ktoś mi powie – nie jesteś sam.

Jestem. Nie czuję żadnego wsparcia.

Wiecie co, jestem jedną z tych osób, która nie potrafi stać bezczynnie. Nie chcę stać w miejscu, tylko iść do przodu. Chcę zmieniać rzeczywistość. Moim marzeniem jest uczynić świat lepszym miejscem. Chciałbym wszystkim uświadomić to, że świat może być lepszym, piękniejszym miejscem. Zawsze wyjazd na Woodstock był takim czasem, gdy odzyskiwałem wiarę w ludzi. Przez te kilka dni zaczynałem wierzyć w te moje własne myśli, że razem potrafimy zdziałać naprawdę dużo. A gdzie aktualnie jesteśmy? W świecie zdominowanym przez internet. W świecie, w którym internet jak miał ulepszyć komunikacje między ludźmi, tak uczynił ją toporniejszą niż kiedykolwiek. Siedzisz w czterech ścianach, oglądasz fotki znajomych przeżywających właśnie „piękne chwile”. Ile z tego gówna jest zwyczajnie ustawione; robione na pokaz? Prawie wszystko.

Chciałbym przemówić do świata, że wcale nie muszą być wojny. Nikt nie musi kraść. Można wszystko zbudować na nowo. Wszystko, to jedynie Twoja mentalność; to jak traktujesz ludzi. Wkurwia mnie to jak często ludzie robią zagrywki nie-fair. Większość to dwulicowe gnidy, które nie dbają o drugiego człowieka, nie mają żadnego szacunku do innych. Ja się jedynie zastanawiam – jak to możliwe, że ktokolwiek trwa przy takich osobach. Chociaż po krótki namyśle jestem w stanie stwierdzić, że może to być jedynie zasługa przyzwyczajenia i braku świadomości.

Odwołując się do tematu niniejszego wpisu – wydaję mi się, że obrałem sobie zbyt ambitną ścieżkę. Mało kto teraz czyta. Większość woli karmić swój umysł jakimiś śmieciowymi filmikami z YT i toną jeszcze gorszych demotów i kwejków. Mam wrażenie, że to wszystko co robię jest zbyt intelektualne. Tracę wiarę w ludzkość.

Krótko kończąc, wchodźcie na kampanie wspieram.to odnośnie trzeciej księgi Złamanych Krain „Utraconego Świata”. Nie mówię o tym, że macie od razu wspierać. Przeczytajcie. Możecie wspomnieć o tym znajomych, którzy lubią klimaty fantasy. Może komuś się spodoba.

One Reply to “Zbyt ambitna ścieżka”

  1. Myśli podobnych do Ciebie ma wiele ambitnych i mniej ambitnych osób. Niestety, ale mam wrażenie, że trzeba nauczyć się traktować ambitniejsze plany o wiele lżej, niż na to zasługują, co jednocześnie może je zmniejszyć w naszych oczach i sprawić, że staną się mniej „niesamowite”. Fakt faktem, w dobie internetu zanika chęć do czytania drukowanych książek, co bardzo smuci, bo co jest lepszego, niż trzymanie nowego czytadła w dłoniach? Wielu moich znajomych odpowiedziałoby jednak, iż wygodniejszy jest e-book, bo wszędzie zabierasz bibliotekę książek, a nie jedynie kilka z nich. Po części prawda, ale osobiście nie zgadzam się z tym spojrzeniem. Na moje nieszczęście, osób podobnych do mnie jest coraz mniej i mniej. Ludzie mają inne priorytety, szczególnie młodzież, choć znajduje się wiele ukrytych perełek wśród nich. Niestety, doba internetu pochłonęła bardzo wiele cudownych rzeczy.

    Szanuję za chęć uczynienia tego świata lepszym. Ja uważam, że dla niego nie ma ratunku, ale nigdy nie powiem komuś takiemu, jak Ty, że to, co robi jest bez sensu. Podobno każdy nasz czyn nie znika gdzieś w eterze, dlatego możesz robić to, co uważasz za słuszne i wręcz powinieneś być z tego dumny. Nawet jeśli ktoś będzie krzyczał Ci w twarz, że nie masz racji. Tak samo jest z twoimi marzeniami. Nie będę się rozpisywać, jak to musisz dać radę, czy też „na pewno będzie dobrze”, ponieważ to nie działa, jak zapewne dobrze wiesz. Dlatego powiem, a właściwie napiszę jedynie, że najważniejsze, to robić to, co się kocha. Tak długo, jak czerpiesz z tego radość, to jest najważniejsze. Doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, iż brak docenienia ze strony innych osób, szczególnie gdy chcesz się dzielić swoją twórczością, może niesamowicie demotywować, jednak tu chodzi również o twoje spełnianie się, czy to w pisaniu książek czy innych rzeczach, które kochasz. Taka droga nigdy nie jest łatwa i często wiele osób traci na niej chęci do tworzenia, jednak warto jest próbować, tak długo, jak się da, a kto wie, czy się to w pewnym momencie nie odpłaci, kiedy najmniej się tego spodziewasz. Oczywiście, możesz zawsze napisać, że łatwo mi powiedzieć, nie będąc na Twoim miejscu. Zdecydowanie się z Tobą zgodzę, bo nikt nie jest w stanie dokładnie poznać uczuć drugiej osoby, tak jak i każdy odczuwa inaczej. Niemniej jednak, mam nadzieję, iż nie zatrzymasz się szybko w spełnianiu marzeń.

    Po dłuższym rozmyślaniu nie mam specjalnego celu pisząc ten komentarz. Zwyczajnie zrobiło się mi smutno czytając, jak osoba, która próbuje podzielić się z ludźmi swoją twórczością, traci w to wszystko wiarę i chęci. Przyznaję jednocześnie, że jeszcze żadnej książki Twojego autorstwa nie przeczytałam, chociaż Śladami Barda czeka cierpliwie na swoją kolej stojąc na półce. Być może to wreszcie czas, by odsunąć inne pozycję na dalszy plan i wziąć się właśnie za tę.

    Kończąc mój przydługi wywód, mam nadzieję, że jednak nie poddasz się szybko i dalej będziesz realizować swoje marzenia. Trzymam za to kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *