Stara pieśń mych czynów

Dzisiaj inaczej i jednakowo tak samo jak zwykle. Fragment książki „Utracony Świat” nad którą pracuję.

Czułem pustkę. Widziałem ją przed oczyma, choć byłem pośród złocistych pól Mżawej Doliny. Słońce ciepło głaskało me placy, lekkie niebo wisiało wysoko nade mną. Patrzyłem przed siebie, lecz widziałem to co było w środku. Ktołowało się we mnie. Żarząca tęsknota przeszywała me wnętrze. Marzyłem o bliskości przyjaciół. Ci istnieli, lecz byli gdzieś tam dalek poza horyzontem.  Niedostępni mimo kilku setek jardów ode mnie.

Słodka melancholia tuliła me serce. Kochałem ją i jednocześnie nienawidziłem. Wiedziałem, że jest to część mnie której nigdy się nie wyzbędę. Wiedziałem również, iż istnieć nie mógłbym bez niej. Była to nieodłączna domieszka mej duszy. Spowitej cieniem, choć ciągle w barwach bywało się obracać.

Tuliłem palcami lutnie siedząc pośród wysokiej trawy. Grałem melodie trącającą o mą duszę, która na przemian wybuchała ciepłym płaczem i spojrzeniem pełnym zrozumienia. Czasem robiło się smutno na sercu, a samotność wcale nie wynikała z braku towarzystwa. Niestety, chciałoby się rzec.

Zawisłem. Gdzieś na skraju świadomości poplątanej z przeszłością. Widziałem, lub chciałem widzieć obraz podsuwany mi przez wspomnienia. Teraźniejszośc wydaje się taka uboga względem przeszłości i jednocześnie tak mała w stosunku do wyniosłej przyszłości.

Wciąż chodzisz tymi samymi ścieżkami, które niejdno istnienie już poniosły, i wciąż widzisz ten sam krajobraz. Momentami wydaje się taki pusty. Gdzieś w oddali tli się światło dawnych świetnych czynów, lecz ciągle znika pod pierzyną codzienności. Smagane na boki niczym pochodnia toniesz w morzu trapiących cie myśli. Kochasz je i nienawidzisz. Dlaczego nie mogą stać się twoim przyjacielem i nie odziać się jedynie w te ciepłe odcienie.

Wciąż jedziesz tą samą kolejką do nikąd, wychylając się przed siebie, mając nadzieje, że w końcu nadejdzie wczoraj. Czy wczoraj w ogóle zaistniało? Czym jest wczoraj?

Wciąż idziesz targając na barkach brzemię jakie zawiesił na Tobie świat i całą resztę całego tego tałatajstwa. Chciałbyś się chociaż na moment zatrzymać. Zrobić sobie przerwę od życia, by zaczerpnąć powietrza. Wciąż nieudolnie.

2 Replies to “Stara pieśń mych czynów”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *