Recenzja – Kena Brudge of Spirits

Będę musiał zaznaczyć, iż ten rok najwyraźniej jest dla mnie szerokim pasmem growych rozczarowań. Kena Bridge of Souls to kolejna gra, na którą mocno czekałem i ostatecznie jestem istotnie rozgoryczony. Wciąż w myślach wychwalałem ten tytuł kreując sobie tym samym niezapomnianą przygodę. To wszystko jednak tylko oczekiwania i minięcie się z rzeczywistością.

Coraz bardziej denerwują mnie gry, które próbują naśladować tępe lale z przypudrowanym noskiem. Tak, Kena może się pochwalić cieszącą oko grafiką i całkiem dobrym soundtrackiem. Cóż jednak po tym, gdy cała reszta jest zwyczajnie nijaka i skopana?

Rozgrywka jest przewidziana na około 7 godzin – o, zgrozo, to był mój pierwszy zawód, gdyż miałem nadzieję spędzić z tym tytułem więcej czasu. Później jednak się cieszyłem, gdyż byłaby to dla mnie zwyczajna udręka i marnowanie życia.

Gra naprawdę bardzo udaje mieć otwarty świat. I nawet moglibyśmy mieć takie wrażenie, przeglądając samą mapę. Wszystko ślicznie wygląda, jednak w praktyce… W praktyce to jest dramat. Naprawdę, bardziej skopanego świata to ze świecą szukać. Przez praktycznie całą grę będziemy podążać bardzo wąską ścieżką. Otaczać będą nas zewsząd niewidzialne ściany uniemożliwiające choćby zetnięcie zakrętu na ścieżce, którą podążacie… Serio, w tych czasach niewidzialne ściany? Teraz gry są tak projektowane, byśmy nie mieli tego uczucia zamknięcia w klatce. Kena jest tutaj wyjątkiem. Jest wręcz perełką w tym całym dupiatym rozwiązaniu. Jeszcze jakby świat był gęstą pajęczyną takich ścieżek dających pewne wrażenie wolności wyboru… ale nie jest.

W grze natrafimy na momenty platformowe. Trzeba się dostać w jakieś niedostępne miejsce. Ogólnie w porządku, jednak często to zahacza o absurd. Natrafiłem na sytuacje, gdzie milimetry dzieliły mnie od złapania się właściwej półki skalnej. Lokacja była tak „zaprojektowana” (cudzysłów po to, gdyż gardze osobami tworzącymi coś takiego), by trzeba było ją dosłownie na około obejść, by móc ostatecznie złapać się rzekomej półki skalnej. To jest po prostu tragedia – usilne wydłużanie rozgrywki i zapychanie mapy, która na domiar złego i tak jest pusta i martwa.

Prócz absurdu, rozpaczy i rozczarowania towarzyszyło mi również znudzenie i zirytowanie. Fabuła ani trochę nie jest ciekawa. Powiedzenie – to kolejny tytuł, który naśladuje pewien kanon, by w żaden sposób się nie wybijać i sprzedać – będzie wielkim minięciem się z faktami. Kena chciałaby naśladować standardowy schemat pustych gier do zabicia czasu, jednak nawet i to tutaj nie wyszło. Kena potyka się o własne stopy w pustej narracji, jaka nam co jakiś czas towarzyszy.

Ostatnio myślałem, że Chernobylite i Fenyx to puste światy. Kena jednak przebija oba te tytuły na głowę.  Długie wąskie puste korytarze, ograniczone niewidzialnymi ścianami i lokacje zaprojektowane tak, by maksymalnie wydłużyć przejście.

Walka nie jest satysfakcjonująca. Jest dla mnie zwyczajnie pusta. Nie miała dla mnie żadnego charakteru ani sensu. W całej tej grze nie doświadczyłem chyba żadnych pozytywnych emocji – prócz tych związanych z grafiką i ścieżką dźwiękową. Wyznaje zasadę, że gry są po to by w nie grać – nie kolekcjonować. Gra nie ma wyglądać, lecz być funkcjonalna i dawać rozrywkę. Grafika i ścieżka dźwiękowa to jedynie dodatki mające upiększyć produkcje, a nie jej jedyna składowa. Ostatnimi czasy coraz mocniej zauważam ten trend. Będę tępić wszystkie produkcje, które próbują się zasłonić tymi dwoma składowymi i mydlić nam oczy kiczem. Również wysoka ocena słabej gry, jest równoznaczna z obniżaniem wartości naprawdę dobrych produkcji. Różnicujmy te rzeczy.

Plusy:

+ Prześliczna grafika

+ Ścieżkę dźwiękową daje się polubić

Minusy:

– Nadzieja, która umarła w gameplayu

– Świat, który jest jednym długim korytarzem

– Tony niewidzialnych ścian i niemożność zboczenia z wytyczonej ścieżki

– Świat, który jest zwyczajnie pusty, nijaki i wciąż powtarzalny.

– Niesatysfakcjonująca walka

– Pusta fabuła

Grafika: 9+ / 10

Audio: 6 / 10

Grywalność: 1+ / 10

Ocena Gry: 1 + / 10