Recenzja – Assassin’s Creed Odyssey

Już jakiś dobry czas temu wspominałem, że będzie megarecenzja AC: Odyssey i oto jestem, świeżo po ukończeniu (zasadniczo splatynowaniu gierki). W tym momencie jak to piszę nie mam pojęcia jaka będzie objętość tekstu. Jedno jednak wiem – uczucia co do całości mam mieszane.

Kolejna część Assassin’s Creed’a rzuca nas to malowniczej starożytnej Grecji. Głównie realia skusiły mnie bym sięgnął po tytuł. Pierwsze co się rzuca w oczy przy zetknięciu z tytułem to grafika. Ta jest piękna, jest na co popatrzeć. Druzgocące jest jednak to, że teraz mam przekonanie, że gdyby nie ona to z pewnością nie siedziałbym w tej grze tak długo. (70 godzin zajęło mi „niemalże” splatynowanie całości).Aż ciężko stwierdzić od czego zacząć wymieniać, by niczego nie pominąć i miało to ręce i nogi.

Fabularnie jest tak se. Zaczyna się bardzo ciekawie. Z każdą kolejną misją pragnę więcej, ale to wszystko to tylko złudne wrażenie – teraz wiem, że tak jest, wtedy nie miałem pojęcia. Wciąż żyłem świadomością – oj będzie hiper epicko, trzeba grać. Po przejściu całości czuję się jednak nieco oszukany. Jest kilka ciekawych wątków, paru naprawdę dobrze nakreślonych bohaterów (Alcybiades, Sokrates…), ale to wszystko tonie w rozmemłanej papce aktywności pobocznych. Fabuły w tej grze jest tyle co kot napłakał. Są momenty fajnie, ale jednak wkrada się (z czasem nawet coraz bardziej zdecydowanie) monotonia. Całościowo patrząc – dla mnie jest to napisane na kolanie. Całą główną linie fabularną sam napisałbym w około tydzień i uważam że byłaby zdecydowanie ciekawsza.

Mym głównym zarzutem są misje poboczne, które często są wrzucone na siłę, a dialogi w nich żywcem przekopiowane, by tylko sztucznie wydłużyć rozgrywkę. Największą bolączką tej produkcji są dokładnie misje generowane automatycznie (na których wykonanie mamy 24 godziny czasu rzeczywistego)…. Ehhh. Ten moment, gdy chcesz wyczyścić mapę i po raz trzeci wysyłają  Cię by zatłuc wilki w dokładnie tym samym miejscu (a na mapie rzecz jasna widnieje znacznik, że miejsce już było oczyszczone).

Teoretycznie nie byłoby to wcale takie złe, gdyby nie fakt iż spore części mapy są zwyczajnie żywcem przekopiowane. Przykładowo prawie wszystkie obozy wojenne Aten czy Spartan wyglądają identycznie – i to kropka w kropkę… Ubisoft posunął się nawet do tego, że niektóre (CAŁE!!!) miasteczka na wyspach są zwyczajnie przekopiowane – z małymi zmianami, np. pomnik Zeusa stojący po drugiej stronie, i jeden z budynków podmieniony na inny… Czuję się zwyczajnie oszukany tym wszystkim! Po jaką cholerę robić sztucznie rozwleczony świat, jak nie ma się na niego pomysłu!? Wiecie po co? Bo Ubisoft chce się nachapać ile się da wypuszczając co roku kolejnego AC będącego zasadniczo reskinem poprzedniego z małymi ulepszeniami. Tak, tak, produkt ma przynosić zysk, a póki ma grono odbiorców wszystko jest jak należy. Jest to jakaś filozofia, ale dla mnie jest to odgrzewanie starego kotleta. Specjalnie robiłem research i przeglądałem poprzednie części AC i zadziałało to w moich oczach wysoce na niekorzyść twórców.

Początkowo jak się gra nie sposób dostrzec tego wszystkiego. Początkowy etap rozgrywki został naprawdę świetnie zaprojektowany i zgrabnie wprowadza coraz to kolejne elementy i jest się tym wszystkim oczarowanym. Pierwsza wyspa – jeszcze nic nam się nie powtarza, wszystko jest takie nowiutkie. Im dalej w las, im więcej tej Grecji odkryjemy tym bardziej dojmujące jest uczucie, iż wszystko jest robione na siłę, byle tylko było „co robić” w grze.

Emocjonujący jest moment, gdy zdobywamy statek, który w przyszłości stanowi nasz „dom”/”bazę wypadową” na przyszłe podróże. Prześwietnie wprowadzony jest wątek z Czcicielami Kosmosa. Sama koncepcja tego wszystkiego jest świetna, ale jednak przezwycięża to uczucie, że projektanci gry nie do końca mogli pociągnąć tematu. Świat jest olbrzymi, bitew na morzu tak dużo, że później jest to tylko nużące, chociaż na początku jest super.

Ogółem muszę pochwalić dźwiękowców i muzyków gry. Kawał świetnej roboty. Kompozycje lecące w tle nadają klimat i mają pewien wydźwięk epickości. Szczególnie dobrze wypada to na statku – naprawdę można poczuć się jak kapitan statku – atmosfera tam nie jest w żaden sposób sztucznie napompowana. Jeszcze jedno chciałbym tu dodać. Nie ma może tu tej legendarności co w Wiedźminie trójce. Wtedy bałbym się takiego stwierdzenia, ale po ograniu kolejnych gier nie tylko z gatunku RPG i sandboksów, stwierdzam że Wiedźmin Dziki Gon był kamieniem milowym nie tylko jeśli chodzi o tworzenie gier i modelowanie rozgrywki, ale również jako przedstawienie świata wirtualnego i niósł ze sobą olbrzymi ładunek emocjonalny. Dla mnie dzieło 10/10. W takim porównaniu Odyseja, naprawdę wypada blado.

Niesamowitą rzeczą dla mnie na początku zabawy był system najemników. Robisz coś złego – czy to kradniesz czy mordujesz – jest wyznaczana nagroda za twoją głowę i zaczynają cię tropić najemnicy. Mówię – bajeczka, super rozwiązanie oddające w pewien sposób realia. Dobrze pamiętam jak na początku, mając bohatera zaledwie na 7 poziomie obserwowałem mapę, by ominąć łowcę głów, bo wiedziałem, że nie będę mieć z takowym szans. Jak to było dalej w praktyce? Cholernie uciążliwe i niegrywalne! Zabijając kolejnych najemników pniesz się w całym „rankingu najemników”, otrzymujesz jakieś tam premie i jest niby spoko. Gdy jest cena za twoją głowę możesz ją spłacić bądź też zabić fundatora nagrody. No wszystko spoko, ALE… To się kompletnie nie sprawdza. Wybijasz tych najemników, często silniejszych od siebie  i wszystko byłoby super, czułbyś się usatysfakcjonowany, ale tamci po jakimś czasie zwyczajnie się odradzają. Mało tego, jak na początku widzisz, że poziomy wszystkich najemników są w porządku rosnącym, tak później można zaobserwować, że ci których wybiłeś odrodzili się. Ich poziomy stale się skalują z twoją postacią – przez co kompletnie nie widać rozwoju naszego bohatera. Też  głupie jest to, że zrobimy byle gówno i już nas ktoś ściga. Zabijesz samotnego żołnierza pośrodku niczego? To nie umknie władzom! O wszystkim natychmiast się dowiedzą. Wszyscy wściekle wysyłają ptaki z informacjami o twych złych poczynaniach i nie możesz w żaden sposób temu zapobiec. Całościowo strasznie uprzykrza rozgrywkę i wymusza na tobie byś wiecznie spłacał nagrodę lub marnował czas na wybijanie tych wszystkich łowców. BEZSENS!

Gra bywa też irytująca jeśli chodzi o punkty autozapisu, a też samo zapisywanie jest uciążliwe. Zapisać możesz tylko w szarej strefie. Jeśli wchodzisz na obszar niebezpieczny jego kolor zamienia się najpierw na żółty, później czerwony. Nie wolno wtedy zapisywać. Ma to jakąś logikę, ale popatrzcie w ten sposób. Zamierzam podbić warownie. Jest ona naprawdę spora, a w środku ze 30 czy 40 przeciwników. Eliminujesz ich czy to po cichu czy w otwartej walce. Eksplorujesz sobie budynki, zbierasz różne pierdoły. No jest fajnie. Ale pomyśl sobie, że chwila nieuwagi, jakiś głupi żołnierz zdąży cię pokonać i rozpoczynasz od ostatniego sejwa. Nie zrobiłeś zapisu przed warownią? Twój problem, bo gra nie zamierza się fatygować robieniem częstych autosave’ów – a powinna by gra była bardziej satysfakcjonująca. Możesz równie dobrze, wybiec zapobiegawczo w połowie „oczyszczania” tylko po to by zapisać i wrócić, no ale czy o to w tym wszystkim chodzi? Wiele razy gra mnie w ten sposób wyrolowała. Nie było to w żaden sposób przyjemne czy rozwijające. Zwyczajnie uciążliwe.

Jeszcze jedna dosyć podstawowa sprawa, ale o której szanowne studio Ubisoft nie potrafiło pomyśleć. Dlaczego nie daliście teł do napisów?!! Rozmawiasz sobie z kimkolwiek, jesteś w starożytnej Grecji, a więc krainie która jest „dobrze nasłoneczniona”, a krajobrazy raczej jasne. W dialogach uraczą cię białe literki, bez żadnego ciemnego tła pod spodem. Gawędzisz sobie z kimś stojącym przed jasnym budynkiem? (a bardzo często tak się zdarza) No nie zobaczysz napisów bo się zleją ze scenerią… Powiedzcie mi, jak wielkim trzeba być idiotą, by nie dostrzec tu problemu?! Jeszcze inna sprawa, że zaznaczanie opcji dialogowych wyraża pewna ikonka, która jest beznadziejna i często musimy przemyśleć to jaka opcja dialogowa jest zaznaczona, bo średnio to widać. Za przykład świetnie zrealizowanego wyświetlania dialogów i ogółem tekstu na ekranie posłużę się grą A Plague Tale Innocence. Tak swoją drogą polecam ją. Świetna historia, dobry gameplay i te mechaniki szczurów. Koniecznie zobaczcie. 😉

Z dobrych rzeczy w Odysei można wymienić system walki, który jest satysfakcjonujący – chociaż momentami i tak niesprawiedliwy. Gdyby nie on, to w tę grę już kompletnie nie chciałoby się grać. Wybieramy jedną z dwóch postaci: Kassandrę lub Aleksiosa. Bardzo fajnie, że jest taka opcja. Maksymalnie wbijemy 50 poziom, a naszego bohatera możemy rozwijać w trzech kierunkach: łowca, wojownik, asasyn. W zależności od tego w jakie drzewko pójdziemy inaczej będzie wyglądać nasz styl gry. Ponadto umiejętności z drzewek możemy łączyć między sobą i stworzyć sobie hybrydę. Bardzo fajnie. Niefajne jest jednak to, że połowa umiejętności jest nieprzydatna, i bardziej ją postrzegałem jako „zabawki na znudzenie”. Są ciekawe opcje strategiczne, ale nadal jakoś tak słabo. Dobrze, że jest opcja zresetowania skilli za złoto , z czego jednak nie skorzystałem. Powód? Koniec gry, mam wbity 50 poziom i niewydane 14 punktów umiejętności, bo zwyczajnie nie opłaca mi się już nic dobierać… Eee, chyba nie o to w tym chodziło?

Jest jeszcze jedna rzecz za którą muszę pogratulować twórcom – sterowanie. Naprawdę, uważam że jesteście geniuszami, bo super upchnęliście na naszym podorędziu w padzie mnóstwo zdolności, które możemy przypisać do odpowiadającym nam przyciskom. Głównie mile byłem zaskoczony przełączaniem między menu umiejętności. Da się i działa bajecznie. Kawał dobrej roboty.

Nie mniej, by jednak za słodko nie było, frustrujące bywa  zbytnie „przylepianie się” bohatera do krawędzi. Momentami ciężko jest skądś zejść.

Mamy konika Fobosa (odpowiednik Płotki Geralta ^^), którego możemy przywołać do siebie gwizdem. Zasadniczo jak tak na to patrzę, wszystko super, ale zwierze nie grzeszy zbytnio inteligencją, jest zwyczajnie głupie, a jego upodobaniem jest stawanie pod kątem jakoś 60 stopni do podłoża opierając przednie kopyta o ścianę drzewa czy budynku… Wygląda to tylko komicznie i potęguje głupotę naszego zwierzaka.

Sporą bolączką tej gry jest skalowanie wszystkiego. Kompletnie nie czujesz rozwoju bohatera, i byle gówniak z ulicy jest w stanie cię szybko zatłuc, po tym jak pokonasz legendarne czy mityczne stwory.

Apropo tych ostatnich – to zostało super zrealizowane. Musimy odnaleźć siedem legendarnych zwierząt (Lew Nemejski, Dzik Kaledoński…). Z każdym stoczymy niezapomnianą walkę. Jeszcze lepiej wypadają mityczne stwory – tych jest cztery. Musimy zrobić krótką linię fabularną, odblokować specjalne miejsce, a w końcu stanąć w szranki z bestyją. Ta część gry jest świetna. Dlaczego? Bo te stwory oraz związane z nimi miejsca są unikalne dla całego świata. Nie jest to kolejne skopiuj, wytnij, przytnij…

Początkowo hiper dobrze wypada wątek z Czcicielami. By nie spojlerując powiem tak – musimy tropic pewnych osobników, zbierać tropy i wybijać kolejne osoby. Na papierze super, w praktyce jest to zwyczajnie uciążliwe. Można by dalej pociągnąć temat i nie dawać na tacy od razu położenia czciciela, tylko by trzeba było go dosłownie wytropić.

Satysfakcjonująca jest opcja, iż mamy do dyspozycji orła, który może dla nas przeprowadzić zwiad, zaznaczyć punkty na mapie… Możliwość zobaczenia rozmachu tego świata z góry jest super. Też często sobie myślałem, że potencjał tego świata jest niezwykle marnowany. Mamy super świątynie, jakiś punkt widokowy do synchronizacji (szybka podróż), ale nie zostały one bardziej wykorzystane. Można by przecież przypisać im ciekawą historię, dać jakąś linie fabularną. Zamiast tego misje głównie bierzemy na jakimś wydupiu w lesie… Strasznie zmarnowany potencjał.

Jeszcze ostatnia kwestia – zasoby. Jest ich kilka a ich różne kombinacje służą do ulepszania naszego statku i przedmiotów. Znów na papierze brzmi super – wiecie, ta koncepcja że będę zbierać surowców i robić jakieś fajne rzeczy. Nie! Ekonomia tutaj kompletnie leży. Czy wystarczy, że wspomnę, że jakoś w połowie rozgrywki miałem ponad 200 000 złota i nie miałem na co wydać? Nie? A wystarczy, że dodam że od kupców nie kupisz żadnego dobrego ekwipunku? Że jedynie kowale mogą ci trochę ulepszyć przedmiot i coś wygrawerować (czyli dołożyć jakąś tam umiejętność pasywną, która w zasadzie i tak jest nieistotna, bo nie ma tego zbyt dużo). Raczej wszystkiego mamy pod dostatkiem i nie trzeba myśleć nad tym co chcemy. Brakuje tu pewnej decyzyjności.

 

Wydaję mi się, że niczego nie pominąłem. Tak właśnie prezentuje się Odyseja. Kusi grafiką, nuży powtarzalnymi krainami, irytuje misjami, przyciąga satysfakcjonującą walką. Gdyby tylko nie byłoby to wszystko tak powtarzalne, tak rozmemłane, bardziej emocjonalne, a historia bardziej zwarta – oj to byłoby coś. Czy poleciłbym coś takiego? Warto zagrać, by zobaczyć chociaż część. Gra się przyjemnie, ale nie jest to gra najwyższych lotów.

Ocena gry: 5/ 10

Grywalność: 4 / 10

Audio: 9 / 10

Wideo: 9+ / 10

Plusy:

+ Grafika

+ Widoki z punktów synchronizacji to istny majstersztyk

+ Całkiem spoko się eksploruje świat

+ Dobra walka

+ Mimo WIEEEEELU swoich wad ta gra wciąga

Minusy:

– POWTARZALNOŚĆ!

– Skopiuj, wklej…

– Misje poboczne

– Fabularnie słabo

– Grywalnie strasznie denerwująca – najemnicy,skalowanie, ogółem balans rozgrywki i cała koncepcja.

– Balans tej gry to istny koszmar

– Kulejąca ekonomia i surowce które są po nic.

– Zmarnowany potencjał świata.

– Twórcy mogliby pójść bardziej w Mitologię i tym samym w elementy fantastyczne, niźli realizm.