Recenzja – Cyberpunk 2077

Dzisiaj będzie coś na co wyjątkowo bardzo długo czekałem, a później jeszcze się wstrzymywałem. Uważam, że słusznie zrobiłem czekając na patche. Mowa o nowym dziecku Redów czyli Cyberpunku. Zasiądźcie wygodnie w fotelach i trzymajcie się.

Na wstępie natychmiast wytłumaczę dwie proste kwestie. Tak, w Cyberpunka warto zagrać. Tak, da się już grać – patche skutecznie naprawiły grę.

Z Cyberpunkiem jest bardzo ciekawa historia. Była to gra, która powstawała bardzo długo, a wokół niej, jeszcze na długo przed premierą, zdążyła się wytworzyć wielka bańka mydlana oczekiwań, spekulacji i fantazji. Jest to po części owoc samych fanów, ale też twórcy nie byli tu bezstronni i swoje kilka eurodolarów (taka jest waluta w grze) wtrącili.

Zacznę od grafiki. Ta jest rewelacyjna i przepiękna. Night City – czyli miasto, w którym spędzimy niemalże całą rozgrywkę, jest rozległe, a dzielnice znacząco się od siebie różnią. Zostały tu nakreślone nawet najmniejsze detale, które miały w całokształcie doskonale odwzorować miasto przyszłości – i udało się to. Nie ma co rozpisywać się więcej w tej kwestii – wystarczy przejrzeć kilka screenów i one Wam powiedzą wystarczająco.

Udźwiękowanie również jest świetne. Jeżdżąc samochodem, czy też motocyklem, mamy możliwość przesłuchania wielu różnorodnych stacji radiowych, które zaoferują nam cały przekrój gatunkowy. Gorąco zachęcam przesłuchać ich jak najwięcej – warto!  Muszę jeszcze wspomnieć o bardzo ważnym fakcie – podczas gdy Rockstar w swojej serii GTA korzysta z utworów znanych i popularnych artystów, tak Redzi dali szanse tym nieznanym i raczej pochodzącym z muzycznego podziemia. Uważam, że gra tym zabiegiem niczego nie straciła, a wręcz zyskała bowiem otrzymała w ten sposób pewną niepowtarzalność.

Formalności mamy za sobą i będziemy powoli przechodzić do części, która będzie dla mnie niezwykle trudna, a nad którą naprawdę długo się zastanawiałem. Mianowicie, jak sprawiedliwie i możliwie najbardziej obiektywnie ocenić Cyberpunka? Moim zdaniem Cyberpunk sam do końca nie wie czym chciałby być. Już od początku rozgrywki widać całe tuziny rozwiązań, których zastosowanie jest ściśle multiplayerowe i singlowo bezużyteczne. Mi osobiście się to narzucało. Weźmy dosyć prozaiczną kwestię pod lupę – mamy niesamowity kreator postaci, gdzie możemy ustawić na suwakach nasz wymarzony wygląd. Mamy nawet dosyć kontrowersyjną kwestie, bo możemy ustawić nasze genitalia. Okey. Rozważmy konsewkencje tych działań. Mamy super edytor postaci, jednakże naszą postać w grze zobaczymy może kilka razy przez kilka krótkich chwil. Gra została zaprojektowana by zmaksymalizować immersje i wszystko widzimy z oczu naszego głównego bohatera/bohaterki. Naszą postać zobaczymy praktycznie jedynie w lustrach i co więcej są one dziwne, bo musimy je „aktywować” by działały, bo inaczej niczego nie odbijają. Dla mnie jest to pierwsza nieścisłość logiczna, a w efekcie uczucie niewykorzystanego potencjału. Chcielibyśmy skupić się na przeżywanej historii i wszelkich bodźcach otoczenia, jednakże naszą uwagę odwraca możliwość kreowania bohatera. Po co to właściwie jest?

Na początku miałem jeszcze tą myśl – czyli genitalia naszej postaci zostaną jakoś wykorzystane podczas rozgrywki skoro je ustawiamy. Wokół tej myśli w mojej głowie wytworzył się szereg spekulacji i wszystkie one pozostały błędne. Sam się również teraz zastanawiam czy aby słusznie wyciągnąłem ten wniosek, lecz popatrzmy na sprawę obiektywnie. Może to być funkcjonalny element dzięki któremu odblokowalibyśmy w grze jakąś specjalną zawartość temu dedykowaną (choćby jakieś sceny seksu). Z drugiej strony mogłoby to mieć wartość wizualną, lecz podczas całej gry i tak nie zobaczymy swojego penisa czy waginy. (No chyba że ściągniemy wszystkie ubrania w oknie ekwipunku..) Moje pytanie brzmi – po co to wszystko? Po co tworzyć element, który jest całkowicie niefunkcjonalny? Chyba tylko po to, by wokół gry narobić szum, że coś takiego istnieje (kolejny przykład niezdrowego marketingu). Ewentualność to stworzenie później online, w którym dzięki takiemu aspektowi, który zostałby jeszcze dopracowany, mogłyby się narodzić ciekawe skandale.

Muszę jeszcze zaznaczyć, iż cały właściwy prolog – pierwsze 10 godzin z grą (już sama ta liczba budzi uznanie) jest 11/10. Poznajemy realia, historia zostaje umiejętnie nakreślona i zaznajamiamy się z panującymi tu mechanikami. Ciekawy jest również fakt, iż możemy wybrać 1 z 3 przeszłości naszego protagonisty i ponoć cały prolog wtedy będzie się różnić. Przeszedłem grę raz i nie wypowiem się w tej kwestii. Fakt jednak, iż wszyscy mówią że tak jest.

Istotna rzecz, której nie sposób tu ominąć to model jazdy. Ten jest katastrofalny. Może nawet nie tyle tragiczny co bardzo zły. Twórcy chyba jednak za bardzo chcieli odwzorować realność i zatracili w tym wszystkim grywalność. Auta bardzo łatwo wpadają w poślizg i ma się wrażenie iż nasz pojazd jest ociężały i sunie bezładnie po lodzie. Powiem więcej, ta kwestia tak bardzo mnie ciekawiła, iż pierwsze za co się wziąłem w grze to nazbieranie na porządne auto. Łudziłem się, iż na początku i tak będziemy musieli jeźdżić gratem i może jest to jedynie zależne od statystyk pojazdu. Podsumuje to tak – to że auto szybciej jedzie wcale nie sprawia, że model jazdy jest inny. Od początku do końca było źle i nieprzyjemnie. Chyba nawet po części możnaby było porównać model jazdy z pewną niezdarnością Płotki z Wiedźmina 3 i jej irytującym skręcaniem, zawracaniem…

Nasza postać będzie rozwijać 5 cech i w ich obrębie rozdawać atuty.  Na pierwszy rzut oka wygląda to rewelacyjne i w naszej głowie układają się scenariusze – zaraz to na spokojnie przejrzę, wymyślę jakąś ciekawą strategie i będzie git. Nie jest jednak git. Prawda jest taka, że gracz wybierze zawsze coś co usprawni jego rozgrywkę. Mamy w końcu ulepszyć naszą postać. Ja przykładowo chciałem w tej grze kompletnie nie strzelać i pójść w hakowanie, lecz nie dało się. Na początku musisz wydawać na bieżąco punkty i rozwijać postać, bo jest ciężko. By pójść w hakowanie dobrze byłoby kupić pod to odpowiednie wszczepy [o nich niebawem], bo inaczej nie będzie ono wystarczająco efektywne. [nie mylić z efektowne] Na początku gry mamy zaporowe ceny wszczepów, więc raczej odpadają. Próbujemy uzbierać na cokolwiek, a niedaleko w zakładce rozwoju postaci mieni nam się cecha Siły. Mistycznej Siły, która zwiększy nasze zdrowie i jego regeneracje i uczyni podobne bardzo pożądane rzeczy. Naprawdę nie chciałem pod to iść, ale musiałem by przetrwać. Inaczej byłbym zmuszony do częstego wczytywania gry, a co z tego idzie z umiarkowanych wrażeń z rozgrywki. Dzięki temu, że tak rozwinąłem postać, umierała ona już bardzo rzadko.

Miałem również zamiar bawić się snajperką, ale była ona kompletnie bezużyteczna. Używanie karabinu i strzelby było szybsze. Nie musiałem się rozdrabniać w dłuższe i preceyzjne celowanie i mogłem szybko załatwić problem. W grze często mamy możliwość przejścia misji skradając się. W porządku, bardzo cenie ten zamysł ale… Już sam samouczek na początku gry zdołał mnie do tego wystarczająco zniechęcić. Próbowałem jeszcze w trakcie gry przemknąć niezauważony, ale było to nieopłacalne. (1. Trwa to znacznie dłużej, 2. Pokonani wrogowie zostawiają przedmioty, a te możemy sprzedać lub rozłożyć na komponenty i pobawić się w crafting)

Jak już jesteśmy przy craftingu i rozwoju postaci to po prostu muszę to powiedzieć. ZAWIODŁEM SIĘ! W Wiedźminie warto było wytworzyć samemu jakąś kozacką zbroję i w niej paradować. Tutaj jest to całkowicie bez sensu. Myślałem, że będą jakieś super przedmioty do odblokowania w późniejszym etapie gry, więc wziąłem się za rozwijanie odpowiednich atutów. Po pierwsze gra cały czas zasypuje nas tonami wszelkiej maści przedmiotów. Wszystkie są dopieszczone graficznie i na początku przeglądałem je choćby po to by zobaczyć ich wygląd. Później już zwyczajnie nie chciało mi się, skoro i tak ich nie zamierzałem używać. Prawda jest taka, że zawsze bierzemy najmocniejszą broń [z pożądanego przez nas rodzaju], a nie tę która ładnie się prezentuje. Chociaż rozwinąłem crafting, przez całą grę stworzyłem jedynie amunicje (którą i tak mogłem tworzyć od samego początku). Wiem, że mogłem na nowo wydać punkty  zdolności płacąć odpowiednią sumkę eurodolarów, ale nie czułem potrzeby – miałem inne wydatki, rozwinięte inne atuty były w porządku, a całą resztą i tak nie byłem zainteresowany.  Mało tego, powiem więcej. W grze jest taki przemiał przedmiotów i broni, że nawet jeśli kupisz sobie coś super. Coś co teraz podwyższy twoje statystyki, tak za 20 minut rozgrywki będzie to do wywalenia, bo przeciwnicy będą „dropić” lepsze rzeczy. Po wszystkim czujesz się jak frajer, który dał się naciągnąć na jakąś promocje w sklepie. W efekcie tego sklepy z bronią i ciuchami stają się bezużyteczne.

Kolejna bardzo kuriozalna sprawa – ciuchy. Mamy całe tony ciuchów i możemy się wystroić na niezliczone ilości sposobów. Wizualna bomba z wisienką na czubku. W praktyce jednak wybierzemy jedynie te rzeczy, które dają największe bonusy. (Po co mamy brać coś innego skoro i tak nie widzimy  postaci?) Jeszcze jakby różnice w pancerzu były znikome, to byłoby w porządku. Mamy jednak następującą sytuacje, mogę ubrać najlepsze ciuchy, lub też to co mi się podoba i grać z pancerzem mniejszym o 500 (!). Nie będę tego komentować.

Mamy możliwość bawienia się wszczepami – w końcu jest to sci-fi pełną gębą. Mamy różne rodzaje i ciekawie jest to przemyślane. Z jednej strony chciałbym więcej, bo dałoby się z tego sporo wykrzesać. Przykładowo możemy zamontować sobie wszczep dający podwójny skok. Dzięki czemuś takiemu mamy dostęp do niedostępnych wcześniej miejsc i zmienia już to naszą rozgrywkę. Wystarczyłoby to pociągnąć dalej i byłoby po mistrzowsku, a takto jest zwyczajnie bardzo dobrze.

Rzec jeszcze muszę kilka słów o fabule. Bez obaw, nie będzie żadnych spojlerów. Początkowy wstep jest bardzo gustownie skrojony i rodzą się w nas już pewne uczucia, a postacie przestają być dla nas obojętne. To bardzo dobry krok, dobra zapowiedź tego co będzie. Sam wątek fabularny nie był jakoś wybitnie długi lub też przynajmniej nie wydaje mi się taki być. Po samym prologu budujemy w głowie wizje świata, w którym rządzą korporacje, a znikoma część ludzkości jest oświecona, pragnie wolności i walczy o nią, i o tym też śpiewa Johnny z zespołu Samurai. Miałem olbrzymią nadzieje, że właśnie w tym kierunku zostanie to pociągnięte i tym samym cały przekaz będzie niezwykle głęboki. Fabularnie owszem są głębsze motywy, ale jednak dominują te słabe i błahe. Im dalej w las, tym wszystko coraz bardziej się rozmywało, a wrażenie to potęgowały niektóre zadania poboczne i większość kontraktów. Samo zakończenie było dla mnie raczej rozczarowujące i mało emocjonujące. Cieszyłem się, że to już koniec ale jednocześnie nie żałowałem czasu spędzonego z grą.

Największą trudnością tutaj jest obiektywne ocenienie tytułu. Nie można powiedzieć, że jest to gra zła. Ma one swoje niedociągnięcia, jednak można na nie przymknąć oko i naprawdę warto jest zagrać. Cena jest bardzo przyzwoita, jeśli pomyślimy o tym ile godzin rozrywki Cyberpunk nam zapewni (czego niestety nie możemy powiedzieć o niezwykle nieadekwatnej cenie 270 zł za nową trylogie GTA). Jeśli mam doradzić – nie polecam maksować gry. Zróbcie tylko główny wątek i misje poboczne. Zignorujcie wszystkie kontrakty na mapie i „wezwania policyjne”.  Warto też nie budować w głowie żadnych nadziei i nie wizualizować sobie tego co może się stać i jak to dalej może być.

Boli mnie strasznie niewykorzystany potencjał produkcji. W tym gigancie są setki rzeczy, o których nigdy się nie dowiecie, a które są ładnie zrobione i kompletnie niefunkcjonalne. Boli mnie ogrom pracy, który daje znikome wartości przy realnym gameplayu, który jest przeciętny. Owszem, w grze pojawią się czasami błędy, ale nie są one bardzo inwazyjne i można na nie przymknąć oko. Boli mnie to, że Cyberpunk naprawdę mógłby być arcydziełem zasługującym na 11/10. Dało się to zrobić i to mniejszym nakładem sił. Szkoda.

Plusy:

+ Pierwsze 10 godzin to istny majstersztyk

+ Graficzna bomba

+ Pożądny kreator postaci

+ Setki czarujących miejscówek w mieście

+ Stacje Radiowe

+ Zostaje wiele ciepłych wspomnień – kilka misji naprawdę wywierca nam dziurę w głowie

Minusy:

– Niewykorzystany potencjał, praktycznie w każdym aspekcie

– Bezużyteczne genitalia

– Tony równie bezużytecznych przedmiotów, broni i ciuchów

– Crafting to istna pomyłka

– Sporadyczne błędy

– Za dużo strzelania

– Często budzi nadzieje, a później równie często rozczarowuje

Grafika: 10/10

Audio: 8+/10

Grywalność: 5/10

Ocena Gry: 7 / 10