Teoria Wszechświata – Chaos

Ostatnimi czasy pisałem tyleż to o światach fantasy (Złamane Krainy!!!), że chyba już wyszedłem z wprawy w opisywaniu otaczającego nas świata. Nie wiem czy podołam :P, ale to tyle ze wstępu. Podróż w głąb rzeczywistości czas zacząć!

Chaos!
Gdy byłem małym dzieciakiem sądziłem, iż światem rządzi harmonia, a wszystko można opisać za pomocą liczb – rzecz jasna jedynie naturalnych (0, 1, 2, 3, …). Miałem poglądy typowego pitagorejczyka, a oni nie mogli zaakceptować istnienia liczb niewymiernych. Przykładowo, kwadrat o boku 1 ma przekątną długości pierwiastek z dwóch. Delikwenta, który przedstawiał choćby taki przykład, wywożono na środek morza i topiono. Traktowano to za istną herezje i było nie do przyjęcia (by w otaczającym nas świecie istniała liczba, której nie da się przedstawić za pomocą ilorazu dwóch liczb całkowitych? Toż to absurd). Całość jest na tyle śmieszna, że tak było naprawdę, a informacje na ten temat można znaleźć w książkach traktujących o historii matematyki. Ja się o tym dowiedziałem na wykładzie na studiach.

Tyle w temacie starożytnej Grecji i panujących tam poglądach. Teraz przenosimy się w czasy, gdy Kielanek był jeszcze małym, niewinnym (nadal jestem!) dzieciaczkiem. Wtedy sądziłem, że na ileś obrotów księżyca wokół Ziemii, przypada jeden obrót Ziemii wokół Słońca.
Czysto matematycznie, zakładałem że istnieje taka liczba naturalna n, że:
s = n * k
Gdzie
s – ilość dni potrzebnych by Ziemia okrążyła Słońce
k – ilość dni potrzebnych by Księżyc okrążył Ziemię

Uogólniłem to i doszedłem do wniosku, że można tak uczynić z każdą planetą w naszym układzie słonecznym. Zakładałem harmonię w dziele stworzenia i istnienie jakiejś siły wyższej. Nic bardziej mylnego. Moje wyobrażenie na temat tej „harmonii” było niezwykle proste. Każdą ilość dni potrzebnych na okrążenie obiektu przez inny mniejszy można wyrazić jako wielokrotność dni tego mniejszego potrzebną na okrążenie jeszcze mniejszego obiektu, czyli:
n2 = k2 * n1
n3 = k3 * n2 = k3 * k2 * n1
n4 = k4 * n3 = k4 * k3 * n2 = k4 * k3 * k2 * n1
(Na ileś obrotów tego musi przypadać dwa razy więcej obrotów tamtego itd, czyli każdą większą wielkość możemy zdefiniować używając tych mniejszych. Tak jest np. w naszym układzie jednostek: cm, m, km)

Rzeczywistość okazała się jednak nad wyraz brutalna. W moim rozumieniu świata kalendarz powinien wyglądać tak:
1 dzień = od świtu do świtu
1 faza księżyca = 7 dni
Miesiąc = 4 fazy księżyca (od pełni do pełni, czyli przejście księżyca przez wszystkie 4 fazy.)
(Co ciekawe starożytne ludy stosowały właśnie taki kalendarz księżycowy. Z powodu niezgodności ze słońcem musieli porzucić ten pomysł. Mi właśnie o tę niezgodność chodzi – tak właśnie definiuję chaos we wszechświecie. Zachęcam do lektury na wikipedii: Kalendarz Księżycowy)
1 pora roku = 3 miesiące
Rok = 4 Pory roku [od przesilenia zimowego do przesilenia zimowego, czyli okrążenie Słońca przez Ziemię]
I tutaj mamy przykład doskonałej harmonii matematycznej. Mogę przedstawić w liczbach całkowitych dowolną z wielkości w oparciu o dowolną inną mniejszą. Zamysł tak pięknego świata jest dla mnie wręcz Utopią. W praktyce od pełni do pełni może być 28 lub 29 dni. Ehhh… Pomysł jednak jest na tyle cudowny, że tak właśnie definiowany jest kalendarz elficki w Złamanych Krainach.

Mój przykład kalendarz zdefiniowany przez ruchy planet – czyli ogólnie opisywanie czasu – doskonale obrazują chaos w istniejącym wszechświecie. Nie potrafię zaakceptować istnienia tej niezgodności pomiędzy rokiem księżycowym a słonecznym.
Co jeszcze chciałbym dodać. Nasz kalendarz jest dupiato pomyślany! Miesiące powinny mieć po tyle samo dni, a rok powinien zaczynać się dokładnie w przesilenie zimowe. To dzień, w którym słońce zaczyna się „odradzać”, dni stają się dłuższe – symbol nowego życia.
Przykładowo Kalendarz aztecki jest fajny, bo ma 18 miesięcy po 20 dni plus 5 dni – widzicie, jednak da się jakoś to sensownie poukładać. (patrz na Wikipedii: Kalendarz Aztecki

Inna kwestia jest tego typu, że być może jesteśmy w stanie odnaleźć odpowiedni system mierzenia tego czasu, by wszystkie istniejące wielkości wyrazić w liczbach całkowitych, a wystarczyłoby przedefiniować układ odniesienia. Ale nie da się!

Układ odniesienia – mam na myśli podstawowe jednostki. Przykładowo mamy wielkość 1 cal równy około 2,54 cm, gdy przyjmiemy ją za jednostkę podstawową, możemy w liczbach całkowitych wyrazić stopy, jardy, mile. Jednak jeśli zaczynamy od cm, nijak to nie wyjdzie.
Idąc dalej tym tokiem rozumowania, rozmyślałem czy istnieje taki układ odniesienia, w którym wszystkie stałe fizyczne i matematyczne możemy wyrazić jako pewne wielokrotności. Wyobraźcie sobie jaki świat byłby piękny gdyby liczba Pi była równa dokładnie 3, a liczba Eulera 2,5 (już chciałem napisać 2, ale niech będzie, tą połówkę jeszcze przeboleje). Moim zdaniem ludzkość powinna odnaleźć układ jednostek, gdzie te wszystkie najważniejsze stałe możemy tak „ładnie” sobie zdefiniować, a taki układ zacząłby doskonale określać nas wszechświat. Niestety, wątpię by takowy istniał. Tak dla przypomnienia Pi jest tym współczynnikiem określającym koło, czyli moim zdaniem „figurę idealną”. Obwód koła = Pi * średnica. (tutaj też mielibyśmy przykład zastosowania wielokrotności, bo to zwykły iloczyn, jednak Pi nie jest całkowite. Nawet nie jest wymierne. ; ( )

Kolejny przykład tego jak chaotyczny jest nasz wszechświat. Ułożenie ciał niebieskich. Jeśli weźmiemy mapę skrawka galaktyki i pozaznaczamy kropki symbolizujące ciała niebieskie otrzymamy zwykły szum. Gdyby miało to jakikolwiek zamysł – ktoś to kiedyś poukładał – tworzyło by to pewien wzór, np. układało się w idealną spiralę. Niestety tak nie jest.

Inny fakt świadczący o tym, że obiekty leżą kompletnie nieposegregowane. Jeśli rzucę 6 kostkami k6 to za harmonię będę uważał, że wyrzucę coś w stylu: (1, 1, 1, 1, 1, 1), (1, 2, 3, 4, 5, 6). Takich „fajnych” kombinacji wymyśliłoby się jakieś 8, może 10 czy 20. Ile jest łącznie wszystkich kombinacji? 6^6 = 46 656, czyli w chooooj i jeszcze trochę, co przy założeniu istnienia nawet 100 „fajnych” kombinacji daje nam prawdopodobieństwo około 0,2 % na uzyskanie tej fajnej. Trochę niskie, prawda? Tutaj mieliśmy 6 obiektów w 6 fazach, a pomyślcie jakie będzie to prawdopodobieństwo przy istnieniu miliardów obiektów [ciał niebieskich], gdzie każdy może obrać dowolne miejsce we wszechświecie..
Wniosek: Istnienie harmonii we wszechświecie, jest wręcz niemożliwym.

Grawitacja

Czarne Dziury

Wieloświaty

Nieskończoności ciebie

Powrót do działu Teorie